Nigdy nie przeszkadzało mi ,że wracasz do domu.
Lubię Twoje powroty. I chociaż Tobie wydaje sie to niemożliwe, niedorzeczne, posiadać taką wyobraźnie, która rysuje obraz Ciebie podążającego do domu, to potrafię sobie to wszystko w myślać opowiedzieć i nadać temu kształt, troszkę krzywy, chwiejący się w fasadzie, domyślny a jednak dziwnie prawdziwy...
Potrafię dokładnie wyobraźic sobie Twoją podróż do domu. Ludzi których mijasz, gałęzie o które sie ocierasz, brzęczenie owadów które Cię mijają.
Dla Ciebie nie ma niczego pomiędzy początkiem podróży a celem. Liczy się tylko cel. To co jest pośrodku, jest tylko stane przejsciowym, który musi zaistnieć, by ten cel miał sens... Jednocześnie ta 'przepaść' wcale się dla Ciebie nie liczy.
Wracasz przesiąknięty drogą, pachniesz nią, opowiada o tym Twoje ciało.
Ta Twoja nieświadomośc mnie rozczula.
Zastanawiam się wtedy co myślisz, gdy wracasz. Czy jesteś szczęśliwy, . Czy czujesz ulgę, czy irytację.
Czy nasz pokój ma dla Ciebie znaczenie domu?...
Te cztery ściane, które całkowicie sobą zdominowałam muszą Cię przytłaczać. Jednocześnie rozumiesz, że każda ingerencja w moją przestrzeń moze mnie zirytować.
Teraz jest pusto. Poranki są inne, bezbarwne i automatyczne. Nie ma rytuałów, pomruków i powitań..
Jest za to ścielenie łózka, rozsuwanie zasłon i dziwna niepewnośc w opuszczaniu domu.
Powinieneś już wrócić. Jesteś juz za długo.