niedziela, 11 września 2011

Wild is the wind





Pływaliśmy w tej samej rzece. Pamiętam ten dzień dokładnie. To słońce nadało mu kształt.
Wszytko było wtedy słońcem.
Twoja miękka dusza, dzikie oczy, krople wody na karku.

Haku nie potrafił mówić. 
Wiedziałeś o tym, gdy kładłeś mu głowe na piersi. Była to dziwna pieszczota, zaslugująca na zazdrość każdego kto był jej świadkiem. 
Moją też. 
On wyłowił mnie wtedy z wody, widzę dokładnie ten moment, gdy zaniepokojony stałeś na brzegu, bo bardzo bałeś się wody, a ja w panice wpatrywałam się w twoje oczy, jakby łączyła nas lina, która miała mnie uratować
Skulony ze wstydu ukradłeś wtedy tą jedyną chwilę czułości, podarowaną ci przez przypadek
Zrozumiałam, że strach przed śmiercią jest silniejszy niż twoja miłość do mnie.


Nie pamiętam kiedy przyszedłeś, bo widywałam cię od zawsze. Sama nie wiem, czy przez dzień, czy przez sen. 
Wspomnienia osiadły na mnie, jak kurz na starym lustrze. 
Wszystko jest już niewyraźne, nic nie widzę dokładnie. Możesz mi się mylić. Możesz nie istnieć.


Śnisz mi się czule, w swojej masce kruka. 
Wiem, że nie boisz się już śmierci, bo masz ją za sobą. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz