Ja pierwsza będe gotowa odejść. Będe musiała jeszcze poczekać pare lat, zanim mnie straci.
Morze, nieuchwytne w swym kształcie, po prostu niezrównane.
Zgiełk miasta jest bardzo silny, we wspomnieniu przypomina dzwięk zbyt głośno puszczanego filmu, dzwięk który oglusza.
Dobrze pamiętam, nie rozmawiamy, pokój jest ciemnym, zanurzony w nieustannym zgiełku miasta, zakotwiczony w mieście, ktróre hałasem oddycha.
Na zewnątrz trwa schyłek dnia, poznaje go po głosach. To jest miasto rozkoszy, które nocą w pełni rzokwita. A noc zaczyna się teraz, wraz z zachodem słońca.
Zapach karmelu przenika do pokoju, woń palonych orzeszkow, egzotycznych sosów, pieczonych mięs, ziól, kadzidła, palonego drewna, kurzu.
To właśnie tu przetrwa dla mnie najdłużej już raz miniona teraźniejszość, właśnie tu, nigdzie indziej.
Jest to miejsce w którym trudno oddychać, graniczące ze śmiercią, miejsce przemocy, bólu, rozpaczy, zhańbienia, rozkoszy, swiętosci.
Takie to jest miejsce w Cho Lon, po drugiej stronie rzeki Mekong, gdy raz przekroczy się rzekę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz