Widze jeszcze twarz. Pamiętam imię.
Widzę jeszcze bielone ściany, płócienną storę, która chroni od żaru, drugie drzwi zaokrąglone, prowadzące do innego pokoju, i ogródek pod gołym niebem otoczony niebieską balustradą.
Jest to okolica smutku i klęski.
Prosi, żebym powiedziała o czym myśle.
Odgłosy miasta są już tak blisko, tuż obok i slychac jak ocierają się o żaluzje. Słychać jakby przenikały przez pokój. Piszę ciało w tym zgiełku dochodzącym aż tu. Otwartą dłonią. Morze, ogrom, który sie przetacza, oddala, powraca.
Poprosiłam ,żeby zrobił to jeszcze, i jeszcze..Mogło to być śmiertelne w skutkach.
Można było od tego skonać.
Byliśmy pozbawieni wstydu. I tak to się stało, że jestem tu z tobą. Jest na mnie.
Jeszcze się we mnie wbija. Trwamy tak zwarci ,jęczący w dochodzącym z zewnątrz rozgwarze miasta. Słyszymy go jeszcze. Potem nie słyszymy nic.
Zapalil papierosa ,podał mi go. Nadchodzi teraz wieczór.
Dziś wiem iż ten smutek zawsze był we mnie.
Mogłabym niemalże nadać mu swoje imie, tak do mnie był podobny.
Gdy umiera, dzień jest pochmurny.
Myślę, że wiosenny, kwietniowy
Telefonują do mnie.
Nie mówią nic, poza tym ,że znaleziono go martwego na ziemi w jego pokoju.Śmierc wyprzedzila zakończenie tej historii. Stało sie to jeszcze za życia, umarł jakby za późno.
Nasuwają się tu słowa; wszystko się dopełniło.
.
Przez cały rok zmierzch zapadał o tej samej godzinie. Był bardzo krótki, prawie gwałtowny. Cienie rysowały się na ziemi i na wodzie. Nas drogach i na murach.
Wspaniały ten obraz jest nie do przyjęcia.
Ta bezsensowna miłość, z jaką sie do niego obnoszę, pozostanie dla mnie niezgłębioną tajemnicą. Nie wiem dlaczego kochałam go do tego stopnia, że chciałam umrzec jego śmiercią. Gdy to sie stało, byłam już od kilku lat z dala od niegi i rzadko o nim myślałam. Zdawało mi się, że kochałam go na wieki i nic nowego nie mogło przytrafić się tej miłośći.
Zapomniałam o śmierci
rozumiem to.. wszystko rozumiem...
OdpowiedzUsuń